Po kolejnych 5 h na promie wróciliśmy do KK. Postanowiliśmy zapoznać się z okolicznmi atrakcjami. Pierwszego dnia wybraliśmy się do Parku Narodowy Kinabalu - wybraliśmy wersję light, czyli bez wspinaczki na szczyt (4915m), który wyrasta z morza dżungli. Ponoć wejście nie jest szczególnym wyczynem, a co roku organizowane są wyścigi. Rekord wynosi ok 2,5 h !!! My zadowoliliśmy się widokami i trekingiem po dżungli plus canopy walking (niekórzy się bali). W drodze powrotnej do KK odwiedziliśmy jeszcze flower garden z 1200 okazami orchidei, niestety niedane nam było zobaczyć raflezję największy kwiat świata. Kolejnego dnia wybraliśmy się na zachód prawie pod samą granicę z Brunei na wycieczkę o rzecę Klias i okoliczne pozostałości po lasach deszczowych. Główną atrakcją spływu były nosacze ( proboscius monkeys). Jest to endemiczny gatunek małp występujący jedynie na Borneo z charakterystycznym wielkim czerwonym nosem ( troche jak u Alfa). Ten spływ to bardzo fajna sprawa - widzeliśmy kilka grup nosaczy i inne okazy makaków, ponadto wodne bawoły, bazyliszki i węże,a po zmroku robaczki świętojańskie ;-). Cały ten teren bardzo przypominał nam Los Lanos w Wenezueli, z tą róznicą, że tutaj cywilizacja szybciej zaciska pętle na ekosystemie, coraz mniej lasów , co raz więcej pól uprawnych.